7 sierpnia 2017

Historia zdjęć do mojej strony – rozmowa z Agnieszką Piątkowską

Wielu z Was zwraca uwagę na piękne, estetyczne zdjęcia moich potraw, tu na stronie oraz w moich najnowszych książkach. Od lat współpracuję z jedną fotografką kulinarną – AGNIESZKĄ PIĄTKOWSKĄ. Poznałyśmy się, gdy szukałam fotografa do mojej książki Pyszne na każdą okazję. Aga jest autorką bloga prettybaked i to właśnie poprzez bloga do niej trafiłam.

Co lubię w jej zdjęciach:

  • światło
  • kolory
  • minimalistyczne, acz smakowite stylizacje i oprawę
  • skandynawski klimat
  • widoczną miłość do jedzenia
  • perfekcyjne podejście do detali
  • to, że rozumiem się z Agnieszką bez słów

Dziś nie wyobrażam sobie mojego profesjonalnego życia bez Agi, nie wyobrażam sobie, że komuś innemu zlecam fotografowanie moich potraw.
To jak Aga pracuje, jak udaje jej się uzyskać tak doskonałe efekty wizualne na talerzu, przez lata owiane było tajemnicą. Zgodziła się jednak specjalnie dla Was zdradzić kilka swoich sekretów…

Agnieszka Piątkowska

Aga, jak to się wszystko zaczęło, kiedy zainteresowałaś się fotografią kulinarną?

Może zabrzmi to trochę absurdalnie, ale zaczęło się jakieś sześć lat temu od… diety. Dla wielu osób oglądanie apetycznych zdjęć, gdy w lodówce czekają serek wiejski i gotowany kurczak, to tortura. Dla mnie była to czysta przyjemność i motywacja. Wiedziałam, że kiedy tylko osiągnę cel, będę mogła raz na jakiś czas pozwolić sobie na pyszności z blogów kulinarnych. Szybko złapałam się jednak na analizowaniu zdjęć, odgadywaniu, jak zostały zrobione, jak oświetlone, dlaczego są na nich takie akcesoria, a nie inne. Zawsze miałam ciągotki do biegania z aparatem, ale do tamtego momentu nie miałam pomysłu, w którą stronę podążać ze swoim hobby. Chyba udało się znaleźć dobry kierunek :)

Przy jakim świetle najbardziej lubisz pracować?

Zdecydowanie przy dziennym! Uwielbiam efekty pracy w takich warunkach, miękkie cienie, odbijanie światła. Nigdy nie lubiłam się z błyskiem i jego skutkami ubocznymi jak ostre cienie i odblaski, a moje małe, białe studio całe szczęście wyposażone jest w dwa duże okna, które odpowiednio osłaniam warstwami tkanin i pergaminu w zależności od tego, ile światła wpada na plan. Wiele osób myśli, że letnia, słoneczna pogoda to idealne warunki – niekoniecznie, ja lubię pracować jak fotograf plenerowy, przy lekkim zachmurzeniu. Zdarzało mi się też robić zdjęcia w prawie kompletnych, burzowych ciemnościach, ale w tym przypadku satysfakcja miesza się ze stresem, czy się uda.

Jak duża jest twoja pracowania, jak wygląda twoja skarbnica z rekwizytami?

Moje królestwo jest stosunkowo niewielkie, ale własne :) To znaczy, że nie ma do niego wstępu nikt oprócz ciekawskich, którzy zastanawiają się, gdzie chowam całą tę ceramikę. Na samym początku fotografowania moim stołem było łóżko, które wędrowało pod okno, wywracając do góry nogami układ całego pokoju, a wszystkie akcesoria mieściły się w pudełkach wciśniętych w każdą wolną przestrzeń. Teraz cały jeden pokój pełni rolę studia, w którym wszystko jest na swoim miejscu i bez problemu mogę odnaleźć nawet najdrobniejszą łyżeczkę, a wieczorem wygodnie zająć się retuszem zdjęć. Studio jest bardzo jasne, ale i przytulne – ceramika przycupnęła na drewnianych, otwartych regałach, mniej widowiskowe rzeczy chowają się w białej, odrapanej komódce po Dziadkach, a pracuję przy ponad 200-letnim biurku z dziada-pradziada.

Jakie dania najłatwiej, a jakie najtrudniej się fotografuje?

Jeszcze niedawno powiedziałabym, że najprostsze są desery, a w szczególności ciasteczka, ale po tylu kolorowych daniach wytrawnych, które fotografowałam na Twoją stronę, po prostu… nie wiem! Szalenie fotogeniczne są proste sałatki skropione lekkim dressingiem, przy ich fotografowaniu łatwo jest też zbudować scenerię – kolorowe, świeże składniki zawsze wypadają apetycznie. Pięknie prezentują się też przejrzyste napoje. Najtrudniejsze są zupy i dania smażone. Te pierwsze szczególnie przez odblaski; kiedyś przy barszczu prawie się popłakałam, wyglądał jak lustro. Tu wskazówka dla początkujących – filtr polaryzacyjny w takich sytuacjach będzie Waszym najlepszym przyjacielem! Dania smażone natomiast lubią wychodzić ciemniejsze niż w rzeczywistości, a przecież nikt nie chciałby pokazywać na zdjęciach spalonej kaczki.

Z jakiego zdjęcia jesteś najbardziej dumna?

Całkiem niedawno pojawił się na stronie przepis na mojito. Bardzo lubię tę sesję, a szczególnie to ujęcie. Cały komplet jest taki… ostry i czysty, a przy tym bardzo wakacyjny i kolorowy, mimo że mamy tu właściwie tylko trzy barwy. Podoba mi się prostota, która nie zostawia niedosytu i mam nadzieję, że w tej sesji udało mi się osiągnąć właśnie taki efekt.

Czy jesteś wielkim łakomczuchem? Kto zjada efekty twojej pracy?

O, niestety tak! Szczególnie słodyczowym. Staram się jednak pilnować i dzielę się daniami, zanim przyjdzie mi do głowy sięgnąć po kolejną porcję. Oczywiście chętnych nie brakuje, zdarzało się, że znajomi wpadali na kawę z plecakiem pełnym plastikowych pudełek. Dzielę się z rodziną, przyjaciółmi, a w wyjątkowo intensywnych momentach zatrudniam Lubego do dokarmiania jego współpracowników. Muszę jednak obalić jeden mit – fotograf kulinarny wcale nie ma pełnej lodówki z gotowym daniem na każdą porę dnia! :) Zdarza się, że przez dwa tygodnie pracuję tylko nad ciastami lub makaronami, a moje jedzenie już się nie mieści lub nie mam czasu nic dla siebie przygotować.

Co poradziłabyś poczatkującym kulinarnym fotografom? Czego unikać, a na co zwracać uwagę?

Na początku moim największym błędem była próba wciśnięcia wszystkich trendów w jedno zdjęcie. Podobały mi się rzeczy, które dobrze sprawdzały się w określonych stylach, a ja próbowałam czerpać z moich ulubionych fotografów jak najwięcej i łączyć ze sobą niepasujące elementy. Zbierałam też zdecydowanie zbyt dużo akcesoriów, które nie przeszły próby czasu – pastelowych, ozdobnych talerzyków, zbyt sfatygowanych naczyń z targów staroci, zdobionych tkanin. Początkującym doradziłabym skompletowanie niewielkiego zestawu prostych i klasycznych naczyń, materiałów i drewnianych desek. Tych rzeczy nie musi być wiele, ale dobrze, żeby były uniwersalne i nadawały się i do wypieków, i do dań obiadowych.

Sama preferuję rękodzieło, które nie zawsze jest doskonałe, ale zaskakuje kształtami i teksturami, daje poczucie ciepła i udomowienia. Uwielbiam jednobarwne lny i nieregularne deski, a moim oczkiem w głowie jest bloczek naturalnego marmuru upolowany na aukcji za śmieszną kwotę. Czego unikać? Zbyt dużej ilości bibelotów i dosłowności. To drugie może brzmieć enigmatycznie, ale zasada jest prosta – jeśli chcecie sfotografować świąteczne danie, nie zawsze będzie dobrze wyglądało w otoczeniu bombek, wstążeczek z Panem Pierniczkiem, podane na talerzu w Mikołaje. Może wystarczy akcent w postaci charakterystycznego dla okazji koloru, może żywa gałązka przy serwetce, rozmyte w tle światełka lub ledwie rozpoznawalny zarys bombek – w domyśle stroika – na świątecznym stole? W fotografii kulinarnej trzeba nieco poczarować nastrojem: użyć kuchennych narzędzi, które normalnie zamienilibyśmy na mikser, niby przypadkiem rozsypać maliny, które miały trafić do miseczki… ale przy okazji zastanowić się: Czego NA PEWNO byśmy nie postawili na stole?.

Czy myślisz o wydaniu własnej książki kucharskiej? A może książki na temat fotografii kulinarnej?

Najtrudniejsze pytanie na koniec :) W momencie, kiedy na rynek papierowy wkracza coraz więcej blogerów, a trendy zmieniają się raz na kwartał, własnej książki zwyczajnie bym się bała. Mój słodyczowy blog to hobby, trafiają na niego przepisy na desery, na które po prostu miałam ochotę, ale nie powstały one z potrzeby eksperymentu, czy odkrywania zaskakujących kombinacji. Przygotowanie własnej książki zajęłoby mi chyba pół życia! A z kolei poradnik fotograficzny śniłby mi się po nocach za każdym razem, gdy odkryłabym coś nowego, czego nie zdążyłam w nim zapisać. Ciągle się uczę, marzy mi się natomiast album kulinarny. Oczywiście z przepisami, ale niekoniecznie moimi – bardzo lubię uczyć się od innych i korzystać z receptur, nad którymi nie muszę główkować. Chciałabym pewnego dnia odebrać od wydawcy przesyłkę z ciężką, dużą książką w twardej oprawie, wytłoczonym tytułem, gdzie w środku znalazłyby się zdjęcia zarówno potraw, jak i składników, przygotowań, ujęć „w akcji” z elementem ludzkim. Moim ideałem jest oryginalne wydanie What Katie Ate Katie Quinn Davies, mogę przeglądać je bez końca.

Zdjęcia Agnieszki znajdziecie też na stronie: www.agnieszkapiatkowska.com

Kategorie:
Lifestyle

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.

Zofia

Aniu przeczytalam Twoj wywiad z Agnieszks Piatkowska jest super.Potrafisz swietnie redagoeac. Bardzo ciekawie.

Michał

Piękne zdjęcia. Gratuluje !

Agnieszka

Dziękuję serdecznie! :D

Trwa ładowanie...