15 listopada 2017

Wyjazd do Etiopii w ramach programu „What Food Means”

Wokół jedzenia i gotowania kreci się całe moje życie, to moja pasja, sztuka, praca. To godziny spędzone w kuchni na przygotowywaniu nowych potraw i próbowaniu nowych przepisów. To szukanie cały czas nowych inspiracji i dróg, aby odkrywać nowe smaki. To wreszcie, a może przede wszystkim, wspólne posiłki jako najwspanialszy pretekst do spotkań z rodziną i przyjaciół, po to aby spędzić czas, rozmawiać, po prostu być.  Tak właśnie odpowiedziałam na pytanie What food means? zadane mi przed wylotem do Etiopii.

Do Etiopii zostałam zaproszona wraz z grupą szefów kuchni z Włoch, Hiszpanii, Belgii oraz Danii przez Światowy Program Żywnościowy (WFP) oraz Pomoc Humanitarną Unii Europejskiej w ramach kampanii #WhatFoodMeans?

Etiopia jest drugim państwem w Afryce pod względem liczby ludności, z populacją przekraczającą 100 mln osób. Trzydzieści lat temu Etiopia doświadczyła straszliwej suszy, która doprowadziła do jednej z największych klęsk głodu, jakie świat kiedykolwiek widział. W 2015 roku kraj ten ponownie został dotknięty klęską suszy i spustoszeniem, jaki przyniósł ze sobą El Niño. Dzięki pomocy Światowego Programu Żywnościowego (World Food Programme) oraz funduszom przeznaczonym przez Komisję Europejską (ponad 168 mln euro) udało się dotrzeć z pomocą do najbardziej potrzebujących mieszkańców Etiopii. Skala i konsekwencje, jakie przyniosła ze sobą susza, były tak ogromne, że pomimo ogromnego wysiłku nadal ponad 5 milionów osób potrzebuje pomocy żywnościowej.

ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (10)
ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (10)

Pobyt w Etiopii był moim pierwszym zetknięciem z tzw. Czarnym Lądem, nigdy wcześniej nie byłam w tych rejonach. Przed wyjazdem do Etiopii wiele czytałam o tym kraju, o jego historii, bogatej kulturze, gospodarce, uwarunkowaniach klimatycznych i problemach. Z dzisiejszej perspektywy śmiało mogę powiedzieć, że do takiej podróży nie da się przygotować, nie da się zrozumieć problemów, przyczyn, uświadomić sobie ogromnej skali potrzeb, dopóki się tego nie zobaczy, dopóki nie porozmawia się z ludźmi mieszkającymi w osadach oddalonych długie godziny drogi od cywilizacji.

ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (5)
ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (3)
ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (1)

Rozmowa z trzydziestokilkuletnią Tekien – wdową, matką sześciorga dzieci była jedną z tych rozmów, które zapamiętam na całe życie. Pełna ciepła i uroku kobieta przyjęła mnie do swojego domu, małej chatki z jedną izbą i paleniskiem. Otworzyła przede mną drzwi, ale przede wszystkim otworzyła serce. Opowiedziała o swoich dramatycznych doświadczeniach, dylematach, trudnych momentach, kiedy jako Matka musiała walczyć o to, aby wyżywić swoje dzieci. Ze łzami w oczach opowiadała, że był taki czas, kiedy w rozpaczy była gotowa sprzedać cały swój skromny dobytek, aby utrzymać przy życiu swoją rodzinę. Dzięki pomocy WFP i UE jej rodzina otrzymała niezbędne zapasy żywości, aby przetrwać ten najtrudniejszy czas. Dzięki tej pomocy udało jej się również uratować swój majątek – 2 kozy i osła. Dzięki temu ona i jej dzieci mogą teraz bardzo skromnie, ale godnie żyć. Po paru godzinach rozmowy poczęstowała mnie świeżo wypieczonym przez siebie chlebem, podanym na kolorowym wyplatanym koszu i pożegnała najpiękniejszym uśmiechem.

ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (23)
ania-starmach-w-etiopii-what-food-means-59
ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (29)
ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (17)

Tak, Etiopia pomimo ogromnych, przytłaczających, problemów o niewyobrażalnej dla nas Europejczyków skali – to kraj bardzo życzliwych, uśmiechniętych i pięknych ludzi. Ludzi, którzy tak pięknie umieją przyjąć, docenić i podziękować za pomoc. W ich oczach widać ogromną wdzięczność, ale i zobowiązanie, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby po tę pomoc nie musieli sięgać ponownie.

ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (37)

Etiopia to też kraj wspaniałych kulinarnych rytuałów – wspólnego jedzenia, wspólnego picia kawy, którą tu pachną uliczki w każdym mieście, aromatycznych przypraw obficie dodawanych do większości potraw, jedynej w swoim rodzaju Injery, czyli placka na zakwasie, któremu towarzyszą proste przekąski złożone z ziemniaków, soczewicy, buraków czy kapusty.

ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (16)

W Etiopii je się ze wspólnego talerza, dbając, by każdy przy stole dostał choć odrobinę. W moim życiu odwiedziłam dziesiątki krajów, setki restauracji i domów, ale nigdzie nie byłam tak wspaniale przyjmowana.

Etiopia urzekła mnie swoją otwartością i gościnnością. Mieszkańcy tego kraju nie mają nic, albo prawie nic, potrafią i chcą się dzielić, pomagać tym, którzy potrzebują tej pomocy jeszcze bardziej niż oni. Etiopia daje schronienie największej liczbie uchodźców w Afryce. Ponad 800 tys. osób z Erytrei, Południowego Sudanu, Somalii przebywa tam w obozach. Obóz dla uchodźców z Erytreii był jednym z najstraszniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek widziałam w życiu. Wysuszone, kamieniste pustkowie, okrutny upał, znikąd kawałka cienia, setki, tysiące ludzi mieszkających w małych namiotach, blaszanych chatach, w których temperatura jest nie do zniesienia, bez pracy i praktycznie bez wyjścia, każdego dnia walczą o przetrwanie. W obozie poznałam starszą, osiemdziesięcioletnią Kadidę, kobietę, która opowiedziała mi historię swojego życia. W Erytrei była prawnikiem, miała piękny dom, pracę, normalne życie. W obozie mieszka ponad 10 lat, jest pogodzona z tym, że już tam zostanie. Modli się tylko o to, aby jej wnuki, które przyszły na świat w tym obozie, mogły bezpiecznie przetrwać i kiedyś żyć normalnie.

ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (120)
ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (42)
ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (46)

World Food Programme od samego początku wspiera uchodźców. Pomoc i skromny posiłek dla jednej osoby w tym obozie kosztuje 0,40 euro, około 1,20 – 1,40 zł.

Pobyt w Etiopii był dla mnie bardzo cenną lekcją, która pozwoliła mi spojrzeć na wiele rzeczy z innej perspektywy. My Polacy, Europejczycy nie powinniśmy narzekać, bo naprawdę żyjemy w uprzywilejowanym zakątku świata. Spoglądanie na krzywdę drugiego człowieka, na jego potrzeby być może nie jest dla nas wygodne, ale jak bardzo potrzebne.

Odkąd wróciłam z Afryki, inaczej traktuję jedzenie, bo wciąż w głowie mam obrazy ludzi, dla których syty posiłek pozostaje w gestii marzeń. A przecież każdy zasługuje na godne życie i nikt w XXI wieku nie powinien być głodny.

Pod koniec wyjazdu pracownicy WFP – z którymi bardzo się zaprzyjaźniłam i na których pracę, a w zasadzie misję, patrzę z ogromnym podziwem – zadali mi ponownie pytanie – Aniu, co oznacza dla Ciebie jedzenie? What food means? Moja odpowiedź była już zupełnie inna.

W Etiopii uświadomiłam sobie, jak bardzo daleko odeszliśmy od podstawowej funkcji jedzenia. Jedzenie jest przede wszystkim pożywieniem, pozwala nam funkcjonować, daje nam siłę, daje energię – jest życiem. Już nigdy więcej nie powiem: Umieram z głodu.

ania-starmach-w-etiopii-what-food-means (38)
Kategorie:
Podróże

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.

Zofia

Aniu po przeczytaniu twojrgo artykulu, okazuje sie ze ci biedni ludzie mimo tragizmu w jakim sie znajduja .Sa bardzo serdeczni.

Trwa ładowanie...